Z dziennika agencji eventowej…

28.04.2016

Ach…, co to za czas w firmie. Mało w terenie, dużo przy komputerze… Pracuje głowa, ciało czeka na swój czas.

Tworzymy, wymyślamy, kreujemy nowe projekty… Nowe pomysły ciągle powstają i wszybko muszą znaleźć się na monitorze.

Dużo ofert i każda inna. Nowi klienci i Ci, których znamy od lat. Dla kogo trudniej napisać ofertę?
Nowy klient nas nie zna, jeszcze nam nie ufa, my też za bardzo nie wiemy co jest dla niego najważniejsze i jaka jest jego historia eventowa.

Nasz klient chce nowości, nowych wrażeń, nowego spojrzenia, nowego myślenia. Wiemy co było i naszym zadaniem jest go zaskoczyć.

Jest tak gęsto w biurze, że naszą powinnością jest (można wybrać tylko 2 warianty na dzień):

Jednak w rzeczywistości korzystamy tylko z pierwszego wariantu.

Wielką atrackją, o którą walczy każda z nas jest:

Nawet wyjście do US jest atrakcją!

Wszystko to po to, by się trochę przewietrzyć.

I na koniec:

Magdo! Gdzie jesteś?! Urlop??? Teraz?! No, chyba, że w Amsterdamie – wrócisz z rozbujałą wyobraźnią 🙂
Natalio! Jesteś cudowna… nawet Florka (5 tygodni) nie przeszkadza Ci w robieniu ofert…

Dorota